poniedziałek, 6 maja 2019

Cienka parka

Cienka, jeansopodobna parka,
 czyli moja pierwsza kurtka!

Wykonana na podstawie instrukcji Jana Leśniaka --> TUTAJ odnośnik.

Zmodyfikowałam go jedynie dodając zewnętrzny tunelu na sznurek 
(jednak wolałam efekt równomiernego marszczenia).
A z racji, że nie miałam wystarczającej ilości materiału w kwiatki,
pokombinowałam trochę z podszewką dołu - u mnie zaczyna się niżej ;)

Parka miała powstać jesienią, ale zbyt szybko przyszła zima..... 
Zmotywowałam się akurat dwa dni przed tym, jak wiosna wzięła urlop. 
Ehh. No trudno - jeśli pojawią się tu zdjęcia na mnie, 
to nie wiem jeszcze kiedy (kurtka nie ma podszewki, 
więc nadaje się co najwyżej na pogodę +15 stopni. 
Zdecydowanie nie polecam przy +6 ;)

A tymczasem to, co udało się uwiecznić w sztucznym świetle: 

Trochę kwiatków w kapturze, by nie wiało nudą... ;)
I trochę przy kieszeni.
A ponieważ nie miałam odpowiednich guzików - użyłam nap :)
Różowych! A czemu nie? ;)

 
Mnie się podoba :) 
Mojej Córce również - już zażyczyła sobie taką samą!
Pożyjemy... Zobaczymy... ;)

poniedziałek, 25 lutego 2019

Okrągła torebka szydełkowa

Myśl o okrągłej  torebce krążyła w mojej głowie od dawna.
Zaczęłam od wikliny.
Postanowiłam nie malować torebki, 
pozostawiając oryginalny kolor gazet 
(kółka pomalowałam wyłącznie bezbarwnym lakierem). 
A później utknęłam...

Wszyscy, którzy mieli okazję zobaczyć namiastkę torebki,
 patrzyli na mnie z nieukrywanym zdziwieniem. 
W końcu  uznałam, że i mnie nie podoba się na tyle, 
bym miała ochotę ją wykończyć. Z resztą... pokażę Wam:
 

W takim stanie odłożyłam moją robótkę, by "nabrała mocy urzędowej". 

Trochę to trwało...



W końcu natknęłam się na sznurek, zakupiony 
kiedyś z myślą o pufie (dziś wiem, że 2 x 100 metrów w dwóch kolorach, 
to zdecydowanie za mało na pufę!). Zatem ze sznurka powstała torebka nr 2. 
Ta podoba mi się duuuużo bardziej <3
W roli paska - nietrafiony zakup (pasek do ukulele).






Dla ciekawych: 
Na torebkę i chwost poszło mi dokładnie 98 metrów 
sznurka bawełnianego o grubości 5 mm :)

czwartek, 24 stycznia 2019

Seledynowa tiulowa spódniczka

O tym, jak dzieci szybko rosną 
przekonujemy się właśnie wtedy, 
gdy próbujemy je wcisnąć w ubrania, które 
"przecież dopiero były dobre".

W okolicach roku 2015 pojawił się u nas wysyp tiulowych spódniczek, 
z których nie wiadomo kiedy dziecko wyrosło... :) 
A miłość do tiulu wciąż ta sama!
Właśnie przez ten wyjątkowy kolor,
 była ona jej ulubioną "tiulówką".  
Już dawno obiecałam jej uszyć zastępnik 
(nawet nie chcę sobie przypominać kiedy to było... ;) 
W każdym razie materiał w końcu "dojrzał" (no lepiej późno, niż później :P ).

Tym razem spódniczka dla mojej małej damy 
jest zdecydowanie dłuższa i.... pierwszy raz uszyta na ozdobnej (złotej) gumce.
Zawsze się tego obawiałam; okazuje się, że niepotrzebnie!

Jedno muszę stwierdzić - ten kolor tiulu jest wyjątkowo trudny do fotografowania!








 Ps. W spódniczce wykorzystałam tylko 3 warstwy tiulu 
(bo gdy kupowałam 1,2 metra jakiś rok temu, zamierzałam pociąć go 
na 4 równe kawałki; dziś to by było trochę za krótko, więc pokroiłam na 3 części po 40 cm)
i powiem Wam, że czwarta warstwa jest zupełnie zbyteczna.

piątek, 18 stycznia 2019

Uwalnianie włóczek - cz. I / 2019

Gdzieś między kleikiem ryżowym, a gotowanym kurczakiem
odnalazłam motywację (żeby nie powiedzieć, że z poczucia totalnej bezczynności 
poczułam konieczność)... 
No więc odnalazłam motywację do odgrzebania moich włóczkowych zapasów
 i sięgnięcia po szydełko.
W ręce wpadła mi SAMBA (zakupiona jeszcze w 2013 roku
- kudłata, sztuczna włóczka. 
Jak już stwierdziłam w grudniu 2013 r. 
dziergając z niej kominokapturek , wskazane jest zmieszanie 
jej z inną włóczką (żeby była ciepła).
To nawet praktyczne - DORA w kolorze pudrowego różu 
i jakiś przypadkowy nabytek - brązowa włóczka CAPRI
odkupiona od kogoś w pakiecie z innymi,
 na których mi zależało, totalnie nie miały się w czym odnaleźć.
 Wstępnie kamizelka miała być całą różowa, 
ale oczywiście zabrakło mi różowej SAMBY. 
Już miałam dokupić. 
Już zdążyłam znaleźć odpowiedniego sprzedawcę na Allegro, ale... 
Przypomniałam sobie, że miałam ZUŻYĆ zalegające włóczki. 
NIE DOKUPIĆ.  
ZUŻYĆ.
Drugą SAMBĘ miałam tylko w kolorze beżu, 
który jak się okazało - całkiem nieźle wygląda wymieszany z brązem.

Czyli jak zwykle - efekt końcowy jest dziełem przypadku! :)
(powiem Wam w sekrecie, że takie efekty lubię najbardziej).


Zdjęcia robione w świetle dziennym:

 Kieszonka - serduszko:


A na Amelce "wieczorową porą"...








(SZYDEŁKO - jak dobrze, że Cię mam!!! <3)

poniedziałek, 5 listopada 2018

Wszyscy mają kwadratowce. Mam i ja.

Gdzie nie spojrzę, tam kwadraty...!

Chęć posiadania tej charakterystycznej narzutki 
ogarnęła mnie dopiero wówczas, 
gdy przeglądając zapasy strychowe natknęłam się na stary, 
jasnoniebieski sweter i okazało się, że .. można go śmiało pruć! 

Efekt jest taki:
Bawełniana, gruba i dość ciężka włóczka układa się w tej formie całkiem przyzwoicie, 
jednak mam ochotę wypróbować wzór na czymś lżejszym. 
A może tym razem jednak nie kwadrat, a prostokąt? 
Muszę zrobić kolejny napad na strych; podejrzewam,
że podobnych perełek może być tam więcej :)

Taki recykling, to ja lubię!!!

Chcesz wydziergać podobny? Wpisz w Google "kwadrat babuni", 
wydziergaj podanym schematem kwadrat wielkości około 1m x 1m, 
zszyj boki zostawiając otwory na rękawy i już właściwie 
trzymasz w rękach swojego kwadratowca. 
Bardziej zaawansowani obrzucą sobie jeszcze rękawki
 i cały obwód ściegiem ściągaczowym... :)

czwartek, 1 listopada 2018

Zielony ołówek

Plan był typowy:  kupuję trzy tkaniny i szyję z nich trzy ołówkowe spódnice.
Skończyło się również typowo*.
Uszyłam jedną - jeszcze we wrześniu, 
a reszta tkanin wylądowała w kolejnym pudle "na zapas".

Post miał być o wszystkich spódnicach naraz, 
ale ponieważ dwóm kolejnym grozi "nigdyniepowstanie", postanowiłam dłużej nie czekać :)
Zdjęcia wykonała moja kochana 7-latka :)

Wykrój: Burda 8/2015, model 118

* W kwestii wytłumaczenia się przed samą sobą:
okazało się, że spośród dziesiątek zamków zalegających w zbiorach "Kiedyś się przyda", żaden nie pasuje do moich nowo nabytych tkanin i cała moja energia (tj. czas) poszła w szukanie zamków w kolorze: ciemnooliwkowym, amarantowym i jeansowo-niebieskim.

Mam nadzieję, że kiedyś jednak będę mogła zaprezentować dwie pozostałe
Trzymajcie kciuki :)

Edit:
To jeszcze kilka zbliżeń...

Najpierw na malutkie, złote guziczki z czasów, 
kiedy te małe drobiazgi służyły mi co najwyżej do zabawy :) 
 Tył szyty z dwóch części z dwiema modelującymi zaszewkami.
Guziki zabezpieczone flizeliną (aby nie rozerwały tkaniny) .
Z tyłu klasyczny rozporek.

* * *
Korzystając z okazji przedstawię Wam jeszcze przypadkowo zakupiony 
lakier hybrydowy z Biedronki. 
Kolor: bardzo jasny niebiesko-szary. 
Sam w sobie okazał się trochę nudny, ale przy użyciu bezbarwnego lakieru w kolorze Gravity z serii Star Glow od Neonail prezentuje się naprawdę fajnie :)



piątek, 7 września 2018

Szybki worek na buty

Był. No gdzieś był taki ładny worek na buty. 
Prawie nowy... w kwiatuszki...
 Zakupiony jeszcze w czasie uczęszczania Amelii do przedszkola
(do tej pory nieszczególnie potrzebny). 
Pani sprzątająca w szkole (tak, to już I klasa!) jasno dała do zrozumienia, 
że dzieci MUSZĄ mieć worki. I to na już!
Kiedy potrzebujesz czegoś bardziej niż kiedykolwiek, 
zwykle okazuje się, że akurat teraz zapadło się pod ziemię. 
I to jest chyba najskuteczniejsza motywacja, 
by rzucić okiem na swoje "zapasy" 
i rozłożyć się z szyciem bez zbędnego ociągania :)
Dzięki nagłej potrzebie, letnia sukienka z ciucholandu 
(zakupiona daaaawno temu)
 okazała się jednak dobrym zakupem! :)
Jak zwykle nie pomyślałam o zdjęciu "przed", a zdjęcia "po" w sztucznym, 
wieczornym świetle... Życie, życie... :) 

Nasz worek (rzecz jasna) z funkcją noszenia na plecach (na wszelki wypadek)
Przy okazji bardzo fajnie się ściąga i otwiera.

Sobie też kiedyś uszyję (prawdopodobnie).
  [po prawej to, co zostało z krótkiej, letniej sukienki]

W środku niebieska podszewka... :)


Ps. Patrzcie ile ta sukienka miała koralików wokół dekoltu! 
Uwielbiam taki "odzysk".
Z pewnością kiedyś jeszcze się przydadzą :)

niedziela, 2 września 2018

Tortowy czas... :)

Urodziny dzieci, to ważna uroczystość. 
Nie zawsze jednak jest tyle energii i czasu, 
by bawić się w lepienie tortów z masy cukrowej. 
W tym roku przeprowadziłam zatem eksperyment owocowo - śmietankowy.
Okazuje się, że miłośników owocowych słodkości jest całkiem sporo, 
a dzieci cieszą się z tortów również wtedy, 
gdy zamiast bajkowych postaci pojawiają się na nich przepyszne, 
świeżutkie owoce! :)
 
Najpierw były torty dla Amelii i Tomasza.
 Jeden z jasnym, drugi z ciemnym ciastem, 
w środku oba z frużeliną malinową i masą z serka mascarpone 
oraz śmietany kremówki :

(wybaczcie, ale po rozkrojeniu nie było już czasu na sesje zdjęciowe :)
 
 Taka była radość, gdy zobaczyli swoje torty:
 


* * *
A dla mojej Siotrzenicy, której ulubionym kolorem jest ZIELONY 
wymodziłam równie szybki  tort "leśny mech" tudzież "leśna polana", 
kombinowany z różnych przepisów, 
oraz z bardzo podobnym do poprzednich tortów nadzieniem, 
tj. frużeliną malinową  (ulepszoną) oraz masą z serka mascarpone i śmietany kremówki.
Ciasto z dużą ilością (bo aż 450g szpinaku)! Szczerze polecam.

Najpierw tort ozdobiony był wyłącznie pestkami granatu i jeżynami:

 Ale przed samym wystąpieniem dostałam jeszcze trochę malin... :)